Takie życie, jaka dieta

Po diagnozie życie się zmienia. Wszyscy to wiemy. Niektórzy są bardziej restrykcyjni w przestrzeganiu diety, inni mniej. Od tego też zależy, czy dochodzi do rewolucji .

Ja wprowadzałam zmiany stopniowo, żeby nie zwariować. Powoli usuwałam z diety produkty, które mają gluten, a następnie te, które mogą go mieć w ilościach śladowych, bo nigdy nie wiadomo jak duży jest ten ślad, gdyż przepisy tego nie regulują.

Gdy organizm zaczął się oczyszczać, poczułam się lepiej. W ciągu pierwszych trzech miesięcy okazało się, że mój organizm reaguje nawet na małe ilości glutenu, co było zaskoczeniem tym większym, bo przecież na przełomie wiosny i lata objadałam się glutenowymi smakołykami przed gastroskopią i wydawało mi się, że jest wszystko okey.

Aktualnie, nie jestem w stanie jeść poza domem. Wszystkie niecertyfikowane miejsca z marszu odpadają, a w mojej świadomości przestają istnieć. Mogę wyjść ze znajomymi na kawę lub wino, ale jedzenia nie tknę, choćby obsługa miała obiecywać, że na pewno jest bezpieczne. Dlatego noszę swoje pudełka z jedzeniem, a obsługę restauracji czy kawiarni informuję, że choruję na celiakię, mam własne jedzenie
i nadzieję, że nie mają nic przeciwko temu, że będę je spożywać w lokalu. Jak dotąd wszyscy byli wyrozumiali. Trochę to dziwne jeść posiłek z pudełka w restauracji, przyznaję, ale to jedyny sposób by się nie izolować społecznie.

Moje ukochane termosy

Przestrzeganie diety oznacza skanowanie produktów w sklepie
w poszukiwaniu znaku przekreślonego kłosa, ale również wczytywanie się
w składy. Zakupy w nowym miejscu, czy próby poszerzenia domowego asortymentu wymagają więc sporego zaangażowania właśnie w tę czynność.

W rezultacie oznacza to zwracanie uwagi nie tylko na gluten, ale również na inne składniki. Moim zdaniem, choroba trzewna rozwija samodyscyplinę, z którą zawsze miałam pewien problem, bo nie starczało mi jej na zbyt długo. Teraz (przynajmniej w założeniu aktualnej medycyny), to już będzie ze mną na zawsze. A skoro dyscyplina została niejako wymuszona przez moje ciało, to umysł podąża tą drogą. Jestem bardziej skupiona nie tylko na tym, co jem, ale próbuję bardziej świadomie dokonywać także nieżywieniowych zakupów.

Kosmetyki
Od pewnego czasu staram się ograniczać zużycie plastiku w łazience. Wróciłam do kupowania mydeł w kostkach, kremy do twarzy zamieniłam na oleje w szklanych butelkach i wybieram patyczki kosmetyczne zrobione z papieru.

Przykładowe kosmetyki w szklanym i papierowych opakowaniach

Hożelefka namawia mnie dodatkowo do przejścia na bambusowe szczoteczki do zębów oraz na waciki i rękawice do zmywania makijażu wielorazowego użytku, w końcu na szampon w kostce. Do tego ostatniego przymierzam się od niedawna, może ten punkt do postanowień noworocznych dodać? 😉

Ubrania
Unikam chodzenia do sklepów, żeby nie ulegać pokusie kupienia czegoś, co nie jest mi tak naprawdę potrzebne, a po prostu jest ładne lub tanie. Swoją drogą w mojej szafie jest tyle ubrań, że przyjęcie zasady, że dopóki coś się nie znosi, nie pojawią się nowe ciuchy, jest bardzo racjonalnym rozwiązaniem. Myślę, że pierwsze w kolejce będą to skarpetki 😉 Tak zupełnie serio, to kwestia odzieży jest tematem bardzo na czasie i dlatego powstaje o tym osobny wpis przy współpracy z blogiem hozelefka.pl.

Torebki
Przez długi czas kupowałam torebki ze sztucznej skóry, ale po kilku sezonach wyglądają tak, że niestety nadają się już tylko na śmietnik 🙁 Zdecydowanie lepszym wyborem są więc torebki materiałowe lub ze skóry naturalnej, które mogą nam służyć znacznie dłużej.

Wyposażenie domu
Meble
Urządzając moje aktualne mieszkanie, miałam cel – odrestaurować, co się da ze starych mebli, a „nowych” szukać z odzysku. Kupiłam specjalne farby
i dałam starym meblom drugie życie. Wymagało to wiele czasu, ale satysfakcja jest znacznie większa niż gdybym przywiozła nówki z płyt wiórowych. Ponadto, kupować tanie meble „na chwilę”, to jak wycinać co chwilę drzewo, które trafi na śmietnik.

Fornirowana szafka RTV przed i po renowacji

Sprzęty
Tip! Jeżeli nie masz czajnika lub stary się zepsuł zastąp go czajnikiem ceramicznym. Ja mój uwielbiam. Poza tym, że jest ładny, to ilość zużytego do niego plastiku jest znacznie mniejsza niż w większości czajników. Jest jednak dość ciężki i trzeba ostrożnie obchodzić się z pokrywką (przypomina taką od dzbanka do parzenia herbaty), żeby się nie stłukła. Ten czajnik wymaga uważności 😉

You may also like...